Miałam kiedyś pamiętnik. Stworzyłam go w styczniu, w 2003 roku. Towarzyszył mi przez 6 lat. Pewnego dnia zniszczyłam go...
Jedyne co w nim opisywałam to ON. Każdego wieczora siadałam zapłakana i pisałam a z każdym słowem, które pojawiało się na kartce pojawiała się też ulga. Raz Mój Pamiętnik był świadkiem wielkiego szczęścia, które ulotniło się bardzo szybko. I znów powróciła ta sama tematyka notek. Później przestałam pisać. Odłożyłam go głęboko na dno półki. Czasem do niego wracałam. Czytałam strony i myślałam "jak dobrze, że te trudne chwile minęły". Bardzo często gdy czytałam te strony byłam w błędzie myśląc, że wspominanie mi pomoże. Za każdym razem wczytując się w każde słowo płakałam... Tęskniłam...Pragnęłam...
Więc pewnego wakacyjnego dnia podarłam wszystkie kartki i spaliłam je. Stałam i patrzyłam jak płoną wspomnienia spisywane przez 6 lat. Na kartki poplamione łzami...Zniszczyłam Pamiętnik, by ratować samą siebie. Myślałam, że wtedy zapomnę tak naprawdę. Nie pomogło...Zaczęłam żałować, że to zrobiłam, bo straciłam najlepszego powiernika. Tylko Mój Pamiętnik znał całą prawdę...
***
Tęsknię
Każdego ciepłego wieczoru, patrząc na zachód słońca,
Czując ten cudowny letni zapach,
Otulona nocą, samotna
Pamiętam
Dobre i złe chwile, w których pomimo wszystko byłam szczęśliwa
Płaczę
Wtedy, gdy mam wrażenie, że nie dam rady
Czując się nic nie warta
***
Nigdy nie przestanę...
Nigdy nie zapomnę...
Nie chcę...